sobota, 26 stycznia 2013
wtorek, 8 stycznia 2013
Dzień 3
Nooo i mało snu (4-5,5h dziennie) daje po garach. Organizm domaga się rekompensaty za niezregenerowaną w trakcie snu energię i chce mnie złamać.
Jednak dzisiaj zjadłam na obiad makaron ze szpinakiem i bardzo szybko poczułam się syta! Część zostawiłam sobie na jutro ;) Czyżby żołądek już się skurczył? W notkach liczę dni blogowania i trzymania się z grupą wsparcia z Diety, ale "trzymam się" od około tygodnia. A właśnie między 1-2 tygodniami już widać różnicę w poczuciu sytości przy zmniejszonych posiłkach.
Jutro mam egzamin na który właśnie widać jak się uczę :) A skoro sesja - to sprzątanie. Robić wszystko byle się nie uczyć, ale robić coś pożytecznego by nie mieć wyrzutów sumienia. O, Psyche, spryciulo!
Pokój lśni czystością, warunki do nauki są i dodatkowo satysfakacja, że rano się nie złamałam i nie poszłam do sklepu za rogiem po drożdżówkę:)
No i endorfiny się podniosły po tym ruchu. A jak przyjdzie wiosna i czas na bieganie to już w ogóle szał! :)
Rewelacyjne rady podesłane przez Anais_ (dzięki!):
http://dieta.pl/grupy_wsparcia/xxl-20-kg-i-wiecej/608-abc-odchudzania-z-madrosci-forumowych.html
Zalinkuję sobie, żeby łatwo móc do nich wrócić.
Jednak dzisiaj zjadłam na obiad makaron ze szpinakiem i bardzo szybko poczułam się syta! Część zostawiłam sobie na jutro ;) Czyżby żołądek już się skurczył? W notkach liczę dni blogowania i trzymania się z grupą wsparcia z Diety, ale "trzymam się" od około tygodnia. A właśnie między 1-2 tygodniami już widać różnicę w poczuciu sytości przy zmniejszonych posiłkach.
Jutro mam egzamin na który właśnie widać jak się uczę :) A skoro sesja - to sprzątanie. Robić wszystko byle się nie uczyć, ale robić coś pożytecznego by nie mieć wyrzutów sumienia. O, Psyche, spryciulo!
Pokój lśni czystością, warunki do nauki są i dodatkowo satysfakacja, że rano się nie złamałam i nie poszłam do sklepu za rogiem po drożdżówkę:)
No i endorfiny się podniosły po tym ruchu. A jak przyjdzie wiosna i czas na bieganie to już w ogóle szał! :)
Rewelacyjne rady podesłane przez Anais_ (dzięki!):
http://dieta.pl/grupy_wsparcia/xxl-20-kg-i-wiecej/608-abc-odchudzania-z-madrosci-forumowych.html
Zalinkuję sobie, żeby łatwo móc do nich wrócić.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Cyk! Dzień drugi blogowania.
Dzisiaj jadłam cały czas... Chociaż były to jabłka, mandarynki czy pasza (Just Fit naturalny błonnik) z Biedronki... to praktycznie cały czas miałam coś w ustach.
Porównując to z moim poprzednim trybem odżywiania - jest całkiem nieźle.
Właśnie wczytuję się po raz kolejny, że nie należy łączyć białek z węglowodanami. Zawsze tak jest czy tot tylko wymóg konkretnej diety? Jeśli zawsze - nie wiem jak to rozdzielić i co jeść...
Chociaż wiem, że nikt nie czyta moich wypocin, to fajnie jest zrobić sobie podsumowanie :)
Na dieta.pl jest fajny licznik kalorii, dziennik wagi, spalania itp!
To dużo pomaga!
I otwiera oczy - nie ma się co oszukiwać po spałaszowaniu kolejnego ciastka - wszystko trzeba wpisać.
Tylko będąc szczera sama ze sobą - schudnę! O TAK!!!
Porównując to z moim poprzednim trybem odżywiania - jest całkiem nieźle.
Właśnie wczytuję się po raz kolejny, że nie należy łączyć białek z węglowodanami. Zawsze tak jest czy tot tylko wymóg konkretnej diety? Jeśli zawsze - nie wiem jak to rozdzielić i co jeść...
Chociaż wiem, że nikt nie czyta moich wypocin, to fajnie jest zrobić sobie podsumowanie :)
Na dieta.pl jest fajny licznik kalorii, dziennik wagi, spalania itp!
To dużo pomaga!
I otwiera oczy - nie ma się co oszukiwać po spałaszowaniu kolejnego ciastka - wszystko trzeba wpisać.
Tylko będąc szczera sama ze sobą - schudnę! O TAK!!!
niedziela, 6 stycznia 2013
Tydzień 1
Każda kobieta robi noworoczne postanowienia. Większość z nich z góry jest spisywana przez nas na niepowodzenie, a to ogromny błąd. Sama długo zastanawiałam się, czy zaczynać "dietę od nowego roku" czy nie, ale w końcu pomyślałam... A co mi tam!
Mam 177cm wzrostu i 21 lat. A odchudzam się od... 21 lat ;)
Ze skutkiem różnym.
Na diecie kapuścianej (wyjątkowo fuj!) nie wytrzymałam ani pół dnia.
Białkową (w ubiegłym roku) dokończyłam ze skutkiem zachwycającym - z 90kg spadłam do 82,5kg. Wydawać by się mogło, że to żaden sukces, a dla wielu dziewczyn najgorszy koszmar, ale jednak - przy moim wzroście i "dobrych" mięśniach (jestem ruchliwą osobą) 82,5kg to już gwarancja całkiem niezłego wyglądu. Niestety po dwóch miesiącach ważyłam już 92kg. Olałam etap stabilizacji i wygłodniały organizm wchłaniał co tylko mu zarzuciłam.
Była też dieta francuska, z jadłospisem dużo bardziej urozmaiconym od powyższych, ale konieczność jedzenia ogromnych ilości mięsa sprawiła, że szybko zrezygnowałam.
ALE! w tym roku będzie inaczej. Będę trzymać się kilku zasad, które wynikają trochę z mojego dietowego doświadczenia a trochę z doświadczeń innych.
1. MŻ - kultowe mniej żreć - czyli babcine sposoby jak zwykle niezawodne.
2. Duże śniadanie, nie-syty obiad, lekka kolacja. Między posiłkami przekąski - jabłko, jogurt, suszone morele (niekoniecznie naturalny, chociaż wskazane ;)
3. Stałe pory posiłków!!! - z tym mam największy problem.
4. Owsianka, otręby, jabłka, ukochane marchewki w rolach głównych.
5. Czekolada. Dlaczego nie?! Lepsza jedna-dwie kostki dziennie niż cała tabliczka na raz w niedzielne, depresyjne popołudnie.
6. Pić, pić, pić i jeszcze raz pić - dużo wody, zielonej i czerwonej herbaty. Smak i zapach czerwonej herbaty działa na mnie szczególnie motywująco podczas diety :)
7. Więcej ruchu! Ciągłe siedzenie w biurze to krzyżyk na marzeniach o poprawieniu sylwetki. Na zakupy do supermarketu (6 przystanków) tylko pieszo! Kiedy zrobi się cieplej - ukochane wycieczki rowerowe i jogging! Minimum 20min. po 15-minutowym spacerze.
8. WSPARCIE!
Kilka prostych punktów, których wystarczy się trzymać i nie trzeba drogich koktajli białkowych, zmyślnych posiłków czy drakońskich programów dietetycznych.
Dlaczego half-year PROJECT? Bo chciałabym zaskoczyć wszystkich na wiosnę mniejszym obwodem w pasie, a w lipcu - czyli za pół roku - jako nowa ja - jechać na Open'era :) I beztrosko założyć bokserkę i szorty, nie martwiąc się czy znów usłyszę tu są same paszczury ;)
Satysfkacjonujące 93,5kg po świętach (na przełomie września i października miałam równą stówkę, więc jak na poświąteczny czas i mój ostatni przyrost, to całkiem nieźle...) trzeba jeszcze poprawić.
Pomożecie z punktem nr 8? :)))
Mam 177cm wzrostu i 21 lat. A odchudzam się od... 21 lat ;)
Ze skutkiem różnym.
Na diecie kapuścianej (wyjątkowo fuj!) nie wytrzymałam ani pół dnia.
Białkową (w ubiegłym roku) dokończyłam ze skutkiem zachwycającym - z 90kg spadłam do 82,5kg. Wydawać by się mogło, że to żaden sukces, a dla wielu dziewczyn najgorszy koszmar, ale jednak - przy moim wzroście i "dobrych" mięśniach (jestem ruchliwą osobą) 82,5kg to już gwarancja całkiem niezłego wyglądu. Niestety po dwóch miesiącach ważyłam już 92kg. Olałam etap stabilizacji i wygłodniały organizm wchłaniał co tylko mu zarzuciłam.
Była też dieta francuska, z jadłospisem dużo bardziej urozmaiconym od powyższych, ale konieczność jedzenia ogromnych ilości mięsa sprawiła, że szybko zrezygnowałam.
ALE! w tym roku będzie inaczej. Będę trzymać się kilku zasad, które wynikają trochę z mojego dietowego doświadczenia a trochę z doświadczeń innych.
1. MŻ - kultowe mniej żreć - czyli babcine sposoby jak zwykle niezawodne.
2. Duże śniadanie, nie-syty obiad, lekka kolacja. Między posiłkami przekąski - jabłko, jogurt, suszone morele (niekoniecznie naturalny, chociaż wskazane ;)
3. Stałe pory posiłków!!! - z tym mam największy problem.
4. Owsianka, otręby, jabłka, ukochane marchewki w rolach głównych.
5. Czekolada. Dlaczego nie?! Lepsza jedna-dwie kostki dziennie niż cała tabliczka na raz w niedzielne, depresyjne popołudnie.
6. Pić, pić, pić i jeszcze raz pić - dużo wody, zielonej i czerwonej herbaty. Smak i zapach czerwonej herbaty działa na mnie szczególnie motywująco podczas diety :)
7. Więcej ruchu! Ciągłe siedzenie w biurze to krzyżyk na marzeniach o poprawieniu sylwetki. Na zakupy do supermarketu (6 przystanków) tylko pieszo! Kiedy zrobi się cieplej - ukochane wycieczki rowerowe i jogging! Minimum 20min. po 15-minutowym spacerze.
8. WSPARCIE!
Kilka prostych punktów, których wystarczy się trzymać i nie trzeba drogich koktajli białkowych, zmyślnych posiłków czy drakońskich programów dietetycznych.
Dlaczego half-year PROJECT? Bo chciałabym zaskoczyć wszystkich na wiosnę mniejszym obwodem w pasie, a w lipcu - czyli za pół roku - jako nowa ja - jechać na Open'era :) I beztrosko założyć bokserkę i szorty, nie martwiąc się czy znów usłyszę tu są same paszczury ;)
Satysfkacjonujące 93,5kg po świętach (na przełomie września i października miałam równą stówkę, więc jak na poświąteczny czas i mój ostatni przyrost, to całkiem nieźle...) trzeba jeszcze poprawić.
Pomożecie z punktem nr 8? :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)
